SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI 882-428-444

Blog

Jedynie brak właściwej technologii i umiejętności powoduje ograniczenia

Gdy zrobi się ciepło wsiądę na rower, a Dr Janusz Sykut wyjmie z garażu motocykl i pojedzie na południe  Europy. W naszej rozmowie przedstawi swój punkt widzenia dotyczący technologii CAD/ CAM, którą część lekarzy stomatologów wciąż jeszcze uważa za nowość  oraz wskaże na co warto zwrócić uwagę, pracując ze skanerem wewnątrzustnym.

Kilka słów o Tobie.

Od dwudziestu lat jestem w zawodzie. Już w trakcie stażu podyplomowego najbardziej interesowała mnie chirurgia stomatologiczna oraz sposoby rehabilitacji protetycznej jamy ustnej. Z jednej strony usuwałem wiele zębów, z drugiej chciałem dać pacjentom coś w zamian, gdy po interwencjach chirurgicznych następowało upośledzenie funkcji i estetyki jamy ustnej. Nieodłącznym elementem protetyki stomatologicznej jest wiedza o materiałoznawstwie, technologiach i technikach służących wykonywaniu uzupełnień stomatologicznych. Technologie CAD/CAM ułatwiły i uczyniły bardziej dostępnymi procedury nie tylko z dziedziny protetyki stomatologicznej, ale także chirurgii (szablony chirurgiczne) i ortodoncji (nakładki prostujące zęby), a przede wszystkim stomatologii estetycznej.

Korzystając z tego, że pracujesz w technologii CAD/CAM, spróbujmy nieco przybliżyć ten temat.

Dziesięć lat temu poszedłem na prezentację ówcześnie dostępnych skanerów wewnątrzustnych, a ponieważ urządzenia zrobiły na mnie wrażenie poprosiłem o ich wypożyczenie. Udało mi się przetestować dwie kamery wewnątrzustne. Niestety pomimo zapewnień producentów ich dokładność nie była wystarczająca. W tamtym czasie sprzedawano skanery pudrowe, a wilgoć  na skanowanym polu powodowała, że puder lokalizował się na powierzchni płynów. Nieumiejętne rozpylanie „proszku” skutkowało zacieraniem granic preparacji, zmniejszało dokładność skanów, a co za tym idzie także prac protetycznych. Oddałem skaner i pracowałem analogowo, czekając aż technologia znacznie się poprawi. Trzy lata temu wypożyczyłem z laboratorium Cerec_Lab,  bezpudrowy już, skaner wewnątrzustny, który  zaproponował mi dr Marcin Kędra. Z dużym dystansem podchodzę do pojawiających się nowości, tym bardziej, że w gabinecie posiadam kilka urządzeń, których przydatność w codziennej praktyce okazała się nie być ich dobrą stroną.

Tym razem skaner się sprawdził?

Tak. Zaskoczyła mnie jego dokładność i łatwość pracy. Dodatkową zaletą było to, że laboratorium znajdowało się w Lublinie, gdzie prowadzę praktykę lekarską. Nauczyłem się także jakie są ograniczenia w pracy ze skanerami wewnątrzustnymi  i jak unikać błędów. Zmieniłem swoje postępowanie w stosunku do tego, czego uczyłem się na studiach.

Klinika Prestige Dr Janusz Sykut

Czego powinno się unikać w pracy ze skanerem?

Skanery wewnątrzustne są mocno wrażliwe na  technikę skanowania łuku zębowego – im większy obszar skanowania, tym większe prawdopodobieństwo popełnienia błędu, czy to z winy operatora, czy analizy pola protetycznego przez urządzenie. W jamie ustnej jest zbyt wiele ruchomych tkanek miękkich, a łączenie w kompletny skan obrazów, które wykonujemy, opiera się głównie na powtarzalności punków stałych. Im więcej stałych i powtarzalnych punktów w obszarze skanowania, tym obraz jest wierniejszym odwzorowaniem danego obiektu. Przygotowując bezzębne jamy ustne do rehabilitacji protezami wspartymi na implantach – stałymi bądź ruchomymi, rezygnuję z używania skanera wewnątrzustnego. Nadal opieram się jednak na technologii CAD/CAM.  Modele wykonywane z moich wycisków zamieniane są na  modele wirtualne,  tyle że za pomocą większych skanerów w laboratorium protetycznym. Cyfryzacja ciągle się rozwija, ale na obecną chwilę nie zastąpi całkowicie laboratorium konwencjonalnego, pomimo tego, że  jest jego nieodłącznym elementem. Wielokrotnie prace frezowane wymagają korekty, ręcznej indywidualizacji. Ręka doświadczonego technika jest niezbędna by nadać im indywidualności i estetyki satysfakcjonującej lekarzy, jak i pacjentów. Na początku, kiedy zacząłem robić wyciski cyfrowe uznałem, że będzie to narzędzie tylko do małych prac. Teraz doszedłem do momentu, w którym prawie 80 % prac w moim w gabinecie jest wykonywanych techniką skanowania wewnątrzustnego ( technologia CAD/CAM). Cześć analogowa znacznie się zmniejszyła. Praca cyfrowa jest mniej obciążająca, bardziej komfortowa dla pacjenta i lekarza, generuje niższe koszty i jest wspaniałym narzędziem marketingowym. Są  jednak rzeczy, których cyfryzacja wciąż jeszcze nie jest w stanie zrobić na poziomie jakiego oczekuję.

Czy to jest kwestia czasu, żeby skanery wewnątrzustne mogły robić 100 % pracy w gabinecie stomatologicznym?

To nie jest tylko kwestia czasu, ale  wielu innych czynników. Niektóre technologie pozwalają na to, żeby  rozszerzać zakres pracy wykonywanej w gabinetach w sposób cyfrowy, ale są kosztowne, szczególnie dla małych firm. Na rynku są już dostępne skanery pozwalające na bardzo dokładne skanowanie całej jamy ustnej, jednak kwota którą trzeba za nie zapłacić jest bardzo wysoka. Kwestią indywidualną jest decyzja: czy taki zakup się kalkuluje z ekonomicznego punktu widzenia. Poza tym za dwa lata te urządzenia będą dużo lepsze, a cena, jak podejrzewam, niższa. Pamiętajmy o tym, że niezależnie od rozwoju techniki i technologii, urządzenia nie zastąpią pracy rąk technika z doświadczeniem, poczucia piękna i estetyki, są jedynie uzupełnieniem.

Czyli zamiast kupować drogi skaner warto znaleźć laboratorium, które nam go użyczy?

Jest to bardzo dobre rozwiązanie zarówno dla firm, których nie stać na kupno skanera, jak i dla takich, które nie do końca są przekonane o skuteczności tej technologii lub po prostu nie miały z nią styczności. Wypożyczenie skanera wewnątrzustnego pozwala na zapoznanie się z urządzeniem bez wydawania pieniędzy i ocenę jego skuteczności oraz przydatności w codziennej praktyce. Dodatkowo wprowadzi w obszar stomatologii cyfrowej  i uświadomi, że to ważny krok w przyszłość oraz kierunek, któremu nie warto się opierać. Z drugiej strony jest sporo gabinetów, które są wyposażone w nowoczesne technologie i urządzenia, jednak nie zawsze jest to gwarantem jakości i wysokich standardów .

Z czego to wynika?

Czynników jest kilka. Przez piętnaście lat byłem wykładowcą na Akademii Medycznej. Program studiów wciąż nie obejmuje wiedzy na temat stale pojawiających się nowych technologii. Sygnalizowane są jedynie kierunki rozwoju współczesnej stomatologii. Po zakończeniu edukacji szybko otwierane są nowe gabinety, a brak wiedzy i doświadczenia w połączeniu z nowoczesnym sprzętem może stawiać w ,,niezręcznych” sytuacjach pacjentów oraz lekarzy. Na studiach drastycznie ogranicza się ilość zajęć praktycznych, a podejmowanie specjalizacji  w stomatologii jest raczej rzadkością. Praktyka jest zdobywana na kursach, gdzie certyfikat otrzymuje się często za opłacenie faktury za szkolenie, a nie za zdobyte umiejętności i wiedzę.

Jak to było u Ciebie?

Na swój prywatny gabinet musiałem poczekać. Zrobiłem doktorat i przez pięć lat pracowałem na dwóch etatach: w Ambulatorium Chirurgii Stomatologicznej w Wojewódzkiej  Przychodni Stomatologicznej oraz w Katedrze i Zakładzie Protetyki Stomatologicznej. Przy fotelu spędzałem całe dnie. Miałem doświadczonych mentorów, dla których praca była pasją. To oni nauczyli mnie odpowiedzialności za pacjentów, analizowania przyczyn błędów, powikłań, rozwiązywania problemów i ich unikania, sumienności i profesjonalizmu. Na zdobytych wówczas umiejętnościach praktycznych bazuję do dzisiaj. Według mnie w stomatologii nie ma rzeczy, których nie da się zrobić. Jedynie brak właściwej technologii i umiejętności powoduje ograniczenia. W mojej praktyce skaner znacznie ułatwił prace, ale to w jaki sposób lekarz jest w stanie go wykorzystać zależy od jego wiedzy. Na studiach nie było zbyt wielu informacji  na temat technologii CAD/CAM. W pracy ze skanerami wewnątrzustnymi obowiązują inne zasady i trzeba o tym mówić na etapie szkoleń prowadzonych przez lekarzy praktyków. Dystrybutorzy skanerów wewnątrzustnych mogą powiedzieć o zaletach technologicznych, ale nie o niuansach związanych z praktycznym wykorzystaniem urządzeń przy fotelu stomatologicznym. W tym obszarze nie mają doświadczenia ani  wiedzy praktycznej. Dlatego wypożyczyłem skaner, sprawdziłem jak działa, nauczyłem się pracować z laboratorium  i dopiero kiedy uznałem, że rzeczywiście jest to przyszłość, i że to funkcjonuje, zdecydowałem się mieć go w gabinecie. Łącznie przetestowałem cztery skanery. Wychodzę z założenia, że jeżeli coś kupuje się za duże pieniądze, trzeba to sprawdzić. Jeżeli firma nie daje urządzenia do testowania pojawia się znak zapytania. Dobry produkt nie boi się testów.

W technologii cyfrowej utarło się, że z laboratorium możemy pracować na odległość.

Ja nie pracuję na odległość. Cenię sobie bezpośredni kontakt z pracowniami, które wykonują moje prace protetyczne. Odległość nie ma takiego znaczenia przy projektowaniu szablonów chirurgicznych do implantacji nawigowanej, czy nakładek do wybielania lub nakładek ortodontycznych do prostowania zębów, jednak  przy wykonywaniu koron, mostów, licówek, a szczególnie kompleksowych rekonstrukcji zgryzu trzeba w tej pracowni po prostu być. Pracowałem z dobrymi pracowniami w kraju, ale kontakt telefoniczny, czy poprzez zdalny pulpit nie zdawał egzaminu. Mam w Lublinie dwie duże pracownie protetyczne, Cerec_Lab i ArteLab, dodatkowo dwóch techników, z którymi pracuję od lat i to mi w zupełności wystarcza. Jestem w pracowni, jeśli nie codziennie, to na pewno dwa, trzy razy w tygodniu. Oglądam poszczególne etapy prac, akceptuję projekty, omawiamy i wprowadzamy poprawki i dopiero wtedy wykonywane są rekonstrukcje. Lekarz musi nauczyć się pracować z pracownią, a pracownia z lekarzem.

średnia ocen:
0
/5 - 156 głosów
Oceniłeś już ten wpis
Dziękujemy za oddanie głosu
OCEŃ WPIS:
Zostaw komentarz
Korzystając z formularza zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę w celu umieszczenia na niej Twojego komentarza.

Zaufali nam