SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI 882-428-444

Blog

Wraz ze skanerem wewnątrzustnym wróciła pasja

Kiedy przyszedł pierwszy pacjent na skanowanie zębów, miałem wszystko krok po kroku wypisane na kartce. Przygotowałem sobie cały plan działania! Byłem ja, kartka, skaner i pacjent.

Dr Michał Donatt, 18 lat w zawodzie stomatologa. Lekarz i sportowiec. Pracuje w Pruszczu Gdańskim w przychodni stomatologicznej MMG. Skaner wewnątrzustny rozpalił w nim na nowo pasję do protetyki stomatologicznej po latach zawodowej rutyny. Zmienił jego życie zawodowe, o czym mówi nie kryjąc zadowolenia.

Czas poza gabinetem spędzasz bardzo aktywnie.

Mieszkam w Straszynie koło Gdańska. Kiedyś zawodowo uprawiałem tenis, teraz gram w siatkówkę, ćwiczę z osobistym trenerem na siłowni, jeżdże na rolkach i na rowerze- po plaży także (śmiech), w zimie narty.

Dlaczego stomatologia?

Dzieciństwo spędziłem w gabinecie stomatologicznym. Moja mama jest stomatologiem. Wracałem ze szkoły i słyszałem dźwięk turbiny, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Gdyby ktoś mnie go pozbawił, czułbym się jak na odwyku. Mój dziadek był artystą  malarzem. Do 7 klasy podstawówki marzyłem o zawodzie architekta ale potem już tylko o stomatologii.

Nigdy się nie rozczarowałeś stomatologią?

Nie. Chociaż wiele zależy od kontaktu z pacjentami. Po lekturze ostatnich forów internetowych w czasie pandemii covid19 trochę zwątpiłem. Zobaczyłem falę nienawiści do mojego zawodu, której się nie spodziewałem. Najgłośniej krzyczą hejterzy wylewający anonimowo frustrację na forach internetowych.

Jeden niezadowolony zepsuje tyle ile dobrego zrobi dziesięciu zadowolonych…

Pomyślałem, że taki hejter pewnego dnia pokornie trafi do gabinetu z bolącym zębem… Generalnie jestem zadowolony z mojego zawodu i gdybym drugi raz stał przed wyborem kierunku, wybrałbym ten sam, bez wahania, chociaż to zawód trudny i fizycznie i psychicznie, ale równocześnie  dający dużo satysfakcji, gdy dosłownie odmieniasz życie pacjenta robiąc mu 6 ładnych zębów z przodu, później nowa praca, nowe kontakty…. Pacjenci są wdzięczni i opowiadają niesamowite historie związane z ich metamorfozą.

Analog i ty. Jak to wyglądało w praktyce?

Początki mojej pracy to 70 godzin tygodniowo w gabinecie. Od 2005 roku pracowałem pod mikroskopem, gdzie było widać wszelkie możliwe mankamenty i brak precyzji analogu. Zawsze robiłem sporo protetyki analogowej i przez ostatnie lata współpracowałem z 5 różnymi pracowniami, które zmieniałem, bo wciąż coś mi nie pasowało. Skaner wewnątrzustny mam od kilku lat. Po raz pierwszy pokazał mi go Dr Marcin Kędra. Pojechałem do Lublina na święta. Zobaczyłem urządzenie i oprogramowanie, zakres możliwości i laboratorium cyfrowe, po czym zapragnąłem go mieć. Po paru zeskanowanych przypadkach stwierdziłem, że to ogromna i nieporównywalna do analogu różnica!

W analogu zawsze coś trzeba było poprawiać. Był problem z prawidlowymi punktami stycznymi oraz okluzją. Gdy przyszły pierwsze prace z laboratorium cyfrowego – korekta była niewielka lub zerowa, wystarczyło dosłownie tylko musnąć wiertłem, albo nie robić nic. To było coś niesamowitego!

Od lat, gdy widziałem w grafiku protetykę, aż mnie skręcało i nie dlatego, że się cieszyłem, wręcz przeciwnie, musiałem się nastawiać psychicznie na  „dramat”, i na to czy pracę oddam, czy może znowu odeślę ją do laboratorium? Marnowaliśmy czas i traciliśmy nerwy.

Teraz kiedy widzę ten sam grafik i w tej samej rubryce czytam: protetyka, to się cieszę! Wizyta pacjenta w gabinecie jest krótka, a cementowanie trwa tyle ile czas wiązania materiału. Mam urządzenie z CerecLab. To mój skaner, a raczej Marcina ( śmiech), który ma ze mną umowę.

Gdyby nie Dr Marcin czy wpadłbyś na to, żeby zainteresować się skanerem wewnątrzustnym?

Myślę, że nadal tkwiłbym w technice analogowej. Czas największych poszukiwań miałem już za sobą. Nauczyłem się porządnie fachu i stałem się pewnego rodzaju rzemieślnikiem, niestety dodatkowo dopadła  mnie rutyna, a praca powoli przestawała sprawiać przyjemność.

Kiedy w gabinecie pojawiła się tomografia 3D, a później skaner…  dostałem wiatru w żagle i poczułem pasję. Wtedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo byłem wypalony i równocześnie, jak wiele mam jeszcze niewykorzystanego potencjału. Skaner wewnątrzustny zmienił wszystko.

Jak długo trwało zanim zostałeś właścicielem skanera?

Rok, ale wynikało to tylko z kwestii ekonomicznej. Jedyną wtedy opcją był zakup urządzenia a moje pierwsze kalkulacje nie wskazywały na to, że mi się to zwróci.

Z mojego punktu widzenia inwestycja była nieopłacalna, chociaż teraz wiem, że bym ją podźwignął. Widziałem liczne zalety,  ale nie wiedziałem jak temat sprawdzi się w praktyce. Teraz żałuję, że zmarnowałem rok. Kiedy jednak pojawiła się możliwość wypożyczenia uznałem to za genialne rozwiazanie i się nie zawahałem. Byłem użytkownikiem 22-go skanera, który wyszedł od CerecLab. Ostatnio Marcin przywiózł mi kolejny, a tamten zabrał – ten podobno jest lepszy, chociaż ja nie jestem za bardzo techniczny i dla mnie poprzedni był w porządku.

Zakup czy wypożyczenie?

Wypożyczenie zadziałało jak włącznik- od razu się zdecydowałem. Początkowo obawiałem się, że będę musiał prosić o taryfę ulgową, z drugiej strony jako rodzina Marcina nie chciałem być kulą u nogi. Z czasem okazało się, że wymieniona w umowie ilość punktów protetycznych, które zobowiązałem się zlecać do laboratorium, nie stanowi problemu.

Robię dwie duże prace i mam wykonaną miesięczną umowę. Poza tym prace są świetnej jakości, idą w świat i są najlepszą reklamą. Do gabinetu przychodzą nowi pacjenci, a ja nie mam strony na Fecebook’u,  www., czy reklam. Zadowoleni klienci i system poleceń są moim marketingiem. Piękne zęby odmieniają twarz i trudno ich nie zauważyć.

Jakie były początki pracy z urządzeniem cyfrowym?

Zanim dostałem skaner pojechałem do Marcina. Skanowałem modele ale oczywiście to nie było to samo co praca w gabinecie. Kiedy przyszedł pierwszy pacjent, miałem wszystko- krok po kroku wypisane na kartce. (śmiech). Przygotowałem sobie plan działania.

To było kilka lat temu.Teraz Marcin przyjeżdża do gabinetu i  pierwsze kroki stawia razem z lekarzem i jego pierwszym  pacjentem. Wtedy było inaczej. Byłem ja, kartka, skaner i pacjent.

I się udało?

Szedłem po kolei wedle rozpiski, (śmiech) i po paru skanach byłem w stanie wstać w środku nocy i zrobić skan, automatycznie. Na początku musiałem mieć „ przewodnik”, były też emocje i skanowałem za długo, precyzyjnie i jak mi się wydawało- idealnie. Po pierwszym razie kamera zrobiła tak dużo zdjęć, że nie chciały się wysłać. Skan trzeba zrobić szybko, a zdjęć nie powinno być za dużo. Im więcej zdjęć tym mniejsza precyzja. Gdy nabrałem wprawy w operowaniu końcówką, skanowanie szło szybko i sprawnie. Nie musiałem patrzeć w zęby pacjenta, wystarczyło, że widziałem ekran. Są miejsca trudniejsze do zeskanowania, ale są to sporadyczne przypadki. Dość szybko wyrobiłem sobie rękę.

Różnice w Twojej pracy już ze skanerem wewnątrzustnym.

Zasadnicza różnicą, niestomatologiczną jest to, że zachciało mi się przychodzić do pracy. To zmiana na plus numerem jeden. Lubię też, żeby prace były bardzo estetyczne, wysokiej jakości, żeby była zachowana anatomia, zrobione guzki. Wcześniej zdarzało się dużo korekt i nie zawsze  byłem zadowolony z finalnego efektu, teraz jestem. Nie odczuwam też stresu związanego z tym, co mam w grafiku. Cementowanie pracy potrafiło być mocno uciążliwe. Trzeba było wszystko dopasowywać. A tak… przychodzisz do gabinetu, oglądasz pracę, zakładasz – i rzadko jest coś nie tak. Jest czas na kawę i na żarty, a wszystko do siebie pasuje. To inny styl pracy. Zamiast 45 minut piłowania, szlifowania i dopasowania do zgryzu w miejscach, których na dodatek nie byłem do końca pewny, teraz zakładam pracę w ciągu kilkunastu minut i wszystko gra. Jeżeli chodzi o precyzję – jest nieporównywalna.

Definitywnie zmieniło się moje podejście do pracy. Wrócił zapał do działania. Teraz po prostu cieszę się, że będzie cementowanie zamiast uważać, że będzie kłopot.

Czynniki ekonomiczne?

Zleceń jest znacznie więcej. Gdyby ludzie dodatkowo mieli wiedzę, że w naszym gabinecie istnieje możliwość stomatologii cyfrowej, pewnie liczniej by do niego przychodzili. Na razie informuję o tym podczas wizyt.

Widzę, jak prace sprawdzają się na co dzień, jak wyglądają dziąsła. To jest zdrowa rzecz, po prostu. Jeżeli jesteś do czegoś przekonany, to widać w mowie ciała, słychać w tonie głosu. Znam jakość prac wykonanych przy użyciu skanera wewnątrzustnego. Pacjenci wyczuwają moją fascynację, dlatego coraz częściej chcą mieć zęby wykonane technologią cyfrową, gdzie każdy ząb jest zaprojektowany indywidualnie i jest niepowtarzalny.

Pracujesz nadal pod mikroskopem?

Oczywiście i nie potrafię już bez niego. Pracując pod mikroskopem robiłem więcej endodoncji, ale cześć protetyczna była zawsze. Teraz mam zdecydowanie więcej zleceń na prace stricte estetyczne.

Lubię część estetyczną. Kiedy przychodzi pacjent- mnóstwo wypełnień, każdy ząb w innym kolorze, niektóre martwe, krzywe lub proste, wygląda jakby ktoś odpalił w zęby z granatnika, niestety fachowcy jak wszędzie są różni. I nawet w takiej sytuacji widzę, że jestem w stanie zrobić super uśmiech i mogę też pokazać pacjentowi wizualizację.

Mam wpływ na ostateczny wygląd pracy, a w przypadku analogu, niekoniecznie. Tu dostaje projekt drogą elektroniczną, sprawdzam, czy moje uwagi zostały uwzględnione, robię korektę. Mogę wyciągnąć każdy róg, każdą krzywiznę.

Kiedyś także mogłem przekazać swoje uwagi technikowi analogowemu, ale co z tego, gdy nie miał jak pokazać mi pracy. Dostawałem ją dopiero kiedy skończył, co uniemożliwiało jej nadzorowanie. Tu jestem „obecny” przy tworzeniu od początku do końca.

Praktyka na Wybrzeżu, laboratorium w Lublinie…

Nie powiem, że się tego nie obawiałem. Doszła nam kwestia kurierów i nadawania przesyłek, ale jesteśmy pod wrażeniem sprawnej współpracy, dużo lepszej od tej, którą mieliśmy z pracowniami analogowymi na miejscu. Wszystko jest na czas i tak zorganizowane, że jestem pozytywnie zaskoczony. Odległość nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia, chociaż gdy w grę wchodziłby odbiór pracy tego samego dnia – to wtedy odległość Lublin – Trójmiasto mogłaby to uniemożliwić. Na szczęście nie miałem jeszcze takiej sytuacji. Kiedy mam pacjenta z zagranicy robię dwa dni zapasu. Zawsze coś może nie wyjść, to jest tych kilka procent marginesu błędu.

Robisz skan wysyłasz go do laboratorium i jak dalej wygląda komunikacja?

Robię skan, obrabiam go. Zajmuje mi to 4- 5 minut, maksymalnie. W specjalne rubryki wpisuję uwagi, np. dodatkowy kolor przy szyjce, jeżeli zachodzi taka potrzeba, długość zęba, zaznaczam czy chcę zobaczyć projekt etc.

Skanuję zęby przed szlifowaniem otrzymując tzw. DUCH’ a, do którego mogę się odnieść i nanieść bardzo precyzyjne wytyczne dla technika. Na przykład prośbę o wydłużenie zębów o np. milimetr, czy inne specyfikacje.

Z laboratorium mam kontakt na WhatsApp, telefon, mail. Lubię słuchać uwag techników, bo zespół Cerec Lab ma spore doświadczenie. Nie wszyscy lekarze są za tym, żeby słuchać podwykonawców, ja jednak jestem na „tak”, więc prowadzimy dialog. Korzystając z pracowni cyfrowej można połączyć się ze skanerami nie wychodząc z gabinetu.

Widzę u siebie na ekranie, jak technik, kształtuje ząb według moich wytycznych w specjalnym programie komputerowym. Kiedy zaakceptuję projekt, praca jest zlecana do wykonania. Wiele zależy od technika, od tego czy mamy zbliżoną estetykę. W zespole są nowe osoby, bo Marcin go powiększa, dlatego na bieżąco nadzoruję projekty i wprowadzam korekty.

Ile czasu upływa od wysłania skanu do otrzymania pracy.

Wysyłasz skan od razu, pracę możesz mieć następnego dnia a projekt mogę mieć już po godzinie.

Skąd biorą się obawy przed technologią cyfrową i jak je przełamać?

Młodsi lekarze będą mieli z tym mniejszy problem. Niektórym starszym, nowoczesna otoczka trochę przeszkadza, bo nie są w niej wychowani, poza tym lekarze mają przyzwyczajenia, a gdy w protetyce masz coś zmienić- pojawia się wiele obaw i pytanie: czy to będzie działać? Jesteś poniekąd w strefie komfortu, z którego nie chcesz się ruszyć. Ja nie byłem, bo praca w technice analogowej nie dawała mi satysfakcji. Irytowało mnie, że ciągle coś jest nie tak. Można być super dogranym z technikiem i wtedy może być trudniej.

Dr Wojtek, ojciec Marcina, jest lekarzem z wieloletnim doświadczeniem i u niego stało się dokładnie to, co u mnie. Zachciało mu się znowu chodzić do pracy! Dla mnie to był bardzo przekonywujący argument. Zawsze lubiłem protetykę, ale zderzanie się z ogromną ilością poprawek odbierało mi przyjemność, którą powinienem czerpać z pracy.

W technologii cyfrowej forma anatomiczna jaką nadał pracy technik pozostaje i niczego nie musisz niszczyć. Dla lekarzy, którzy lubią dobrze wykonaną pracę, są „czuli” na efekt końcowy, skaner wewnątrzustny niesie ogromną zmianę jakości oraz poziomu estetyki – szczególnie gdy są to prace bezmetalowe.

Jak dobra to była decyzja?

To był strzał w dziesiątkę! Są 3 rzeczy w stomatologii, które zasadniczo zmieniły jej oblicze. Jeżeli chodzi o sprzęt, to po pierwsze mikroskop – dzięki któremu mogę docenić precyzję skanera. Samo opracowywanie zębów pozwala mi zrobić je jeszcze lepiej, dużo więcej widzę i mam lepsze światło. Po drugie tomografia komputerowa, gdzie w przestrzeni mogę oglądać zęby i je zdiagnozować. Trzeci jest skaner, który wprowadza stomatologię na zupełnie nowy poziom.

Potrafiłbyś wrócić do analogu i pracować bez skanera?

Jakby ktoś mnie do tego zmusił, to tak, ale na pewno bym tego już nie chciał.

Dziękuję za rozmowę!

średnia ocen:
0
/5 - 156 głosów
Oceniłeś już ten wpis
Dziękujemy za oddanie głosu
OCEŃ WPIS:
Zostaw komentarz
Korzystając z formularza zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych przez tę witrynę w celu umieszczenia na niej Twojego komentarza.

Zaufali nam